Tak bardzo tego nie lubię.
Jak każdego dnia wyszłam z łóżka, ubrałam się... krótko mówiąc ogarnęłam.
Było już za dziesięć ósma, za chwilę miałam autobus... Moja "mama" zbiegła na dół z krzykiem, że mam już wyjść. Powiedziała, że mam się wynosić. Wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu, pobiegłam na przystanek, biegłam boiskiem. Oczywiście zapomniałam, że nie mogę tego robić, no ale cóż... W pewnym momencie przestałam biec, z oczy poleciały mi łzy, zbliżałam się do przystanku, otarłam łzy, wyprostowałam się i poszłam, znów udawałam tą twardą. Z "uśmiechem" na twarzy wyszłam ze szkoły, na ławce siedziały moje przyjaciółki podeszłam do nich. I udawałam, że jest dobrze...
Tak do końca lekcji.
Wróciłam do domu, przebrałam się i poszłam do cioci na obiad, bo w domu nigdy do nie ma. Nigdy dla mnie go nie ma.
W głowie siedziała mi od rana jedna myśl "może to dzisiaj, może właśnie to ten moment by sięgnąć po tabletki?". Siedząc u cioci gapiłam się w ścianę myśląc o tym. W pewnym momencie moja ciocia musiała wyjść z domu, musiałam wrócić. Przyszła, pokierowałam się do pokoju, wzięłam laptopa, weszłam na Facebook'a i od razu dosiałam wiadomość od niego, pisał, że mnie kocha, że jestem dla niego wszystkim. Siedziałam i płakałam, bo przecież mnie nie można kochać, prawda? Potem czule się pożegnał i wyszedł.
Odłożyłam komputer na bok i zaczęłam myśleć, płakać, nie wytrzymałam sięgnęłam po tabletki, zjadłam chyba z 15 i nic... Nadal tu jestem, zaczęłam płakać, jestem aż tak cholernie głupia, że nawet zabić się nie potrafię, który to już raz? Hmm, może 3.
Teraz siedzę i piszę ten post, z łzami w oczach, nie potrafię już racjonalnie myśleć, myślę tylko o jednym.
Zaraz położę się spać, zasnę z nadzieją, że jutro się nie obudzę... : )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz